O mnie

Moje zdjęcie
kuchnia i fotografia razem ? Zostawić czy rozdzielić ?

środa, 9 kwietnia 2014

Grochówka II , prawie jak wojskowa.


NO , udała się wybornie, wybornie.
Od roku nie jadłem grochówki. Co to za zwyczaje ?

No to tak :
Duuuuużo grochu - lubię gęstą i lubię jak zostaje na jutro , ;)) a czasem na pojutrze :) Urobiłem się, ale niech będzie - 2 dnibez gotowania teraz mnie czeka :)

80 dag grochu ( wiem -dużo , ale to na gar 5-7 litrów bardzo gęstej zupy ) macie dużą rodzinę , hi,hi ?
0,7 kg żeberka trójkąty ( jak obrać z kości i tłuszczu zostanie 0,4 kg )
0,6 kg kiełbasy ( w zasadzie dowolna )
kawałek wędzonej kości ze schabu
0,3 kg boczku wędzonego
2 duże cebule
1 duża marchew
1 duży seler
1 duża pietruszka
2-3-5 ziemniaków , jak kto woli.
1-1,5 łyżki soli
1-2 łyżek pieprzu mielonego
2 łyżki majeranku
2 kostki rosołowe
liście laurowe ( 5-6 szt)
ziele angielskie ,niech będzie , że 10 szt, możan więcej lub mniej.

1. Dzień wcześniej namaczamy groch.
    kilka razy zmianiamy wodę.












2. Ostatecznie zalewamy świeżą wodą , wkładamy wędzoną kość i boczek i gotujemy do miękkości grochu.










3.  Żeberka gotuję oddzielnie , a po ugotowaniu ok,      40 minut oddzielam mięso od kości , kroję w             kostkę i .............










4. ...... i razem z innymi mięsami gotowanymi z            grochem kroję w kostkę i podsmażam.


5. Właśnie mówiłem , podsmażam.Kiełbasę wrzuciłem razem z boczkiem do grochu. ale to było za wcześnie , rozgotowała się na nic.
Polecam podsmażyć surową i dopiero później dodać  do zupy.
6. Na pozostałym tłuszczu podsmażam cebulkę.












7.Po wyjęciu z zupy mięs ( punkt 4 )
   szatkuję warzywa na grubej tarce i wrzucam do        garnka , dodaję też kostki rosołowe, podsmażoną    cebulę  i gotuję 20 minut.










 8. Teraz można blenderem rozdrobnić groch i warzywa.

 9. Oraz dodać podsmażone mięsa.
 10. Jak również ziemniaczki pokrojone w kostkę.
       Można teraz posolić.
 11. Po ugotaniu ziemniaków ( ok 15 minut )
       dodaję resztę przypraw.
 12. Mieszam wszystko. Chwilkę zagęszczam
       lubię gęstą grochówkę.

 13.  TADAM !!!!!!!!!!!!!!!

smacznego.



poniedziałek, 28 stycznia 2013

Pszenny na zakwasie drugi raz udał się !! :)



No i spodabało mi się pieczenie chlebów na zakwasie. Mimo , że roboty teoretycznie dużo więcej, bo o zakwasie trzeba pamiętać , potem zaczyn 12 godzin , potem wyrastanie : pierwsze ok. 4 godziny, a drugie ........ no i tu się kończy moja cierpliwość , bo i dzień się chyli ku końcowi i moja cierpliwość też - dlatego
ostatnio wspomagam drugie wyrastanie drożdżami ( wiem, wiem - małe przestępstwo , ale 2 dni czekać to trochę za dużo.Zakwas żytni  - jak już pisałem w poprzednim poście o chlebie - sama metoda wzięta z pracowni wypieków : http://pracowniawypiekow.blogspot.com/2009/02/zakwas-zytni-krok-po-kroku.html

Teraz to już zostawiam sobie zawsze trochę zakwasu  w lodówce -i  na 2-3 dni przed pieczeniem zaczynam go dokarmiać - no i ma się świetnie.
Zwykle jest tak : - czwartek wieczór - dokarmianie
( 100g mąki+100 g wody )
- piątek rano - dokarmianie
- sobota rano dokarmianie
- sobota wieczór - robię zaczyn ( na 3 chleby ):
400 g zakwasu
400 g mąki orkiszowej
400 g wody

W niedzielę rano do zaczyny daję :
1-1,20 kg mąki pszennej ( tym razem typ 650)
woda - tym razem spróbowałem mniej 0,5 litra.
100 g słonecznika
100 g dyni
100 g siemienia lnianego ( podobno całe ziarna przechodzą przez przewód pokarmowy w stanie nienaruszonym - więc tym razem zmieliłem siemie lniane )
No i tym razem dodałem : ORZECHY ok. 100 g
lekko zmielonych orzechów włoskich - jak na mój gust trochę za bardzo się zmieliły.
do tego 2 łyżki soli
2 łyżki cukru
olej - wyrabiam ciasto i pozostawiam do wyrośnięcia. No zejdzie jakieś 3-4 godziny , czasami nawet dłużej ale odkąd robię dość dużo zaczynu, a potem wstawiam ciasto do lekko ( 40 stopni) nagrzanego piekarnika - zwykle jest to 3-3,5 godziny. No dno piekarnika wylewam trochę wody.
Potem wyjmuję wyrośnięte ciasto i wyrabiam je ponownie - ponieważ ostatnio wspomagam się lekko drożdżami ( rozposzczam je w pół szklanki wody z cukrem i łyżką mąki ) ,

konieczne jest dodanie mąki - nawet do pół kilograma. Wyrabiam ponownie ciasto , formuję bochenki , opruszam mocno mąką i wkładam do foremek wyłożonych papierem do pieczenia - i już teraz nacinam bochenki - w różny sposób - jak mi fantazja pozwoli , hi,hi.

No a jak chlebki wyrosną to co ? Nie ma na co czekać. Ponieważ wyrastają dalej w piekarniku - zwiększam temperaturę do 250 stopni , jak się piekarnik nagrzeje do 250 to zmniejszam do 200 - no i właśnie - ostatnio mi się trochę za bardzo spiekają przy tych 200 stopniach.




Więc polecałbym zmniejszyć do 190 stopni i piec 50 minut,

Potem sobie wyjmujemy z foremek i podziwiamy,
podziwiamy jakie piękne się upiekły.

A jak się już napodziwiamy, to można ukroić
i poddać się poezji smaku.

WYBORNY !

zapraszam do pieczenia - WARTO !!!!

Grochówkowe reminiscencje.


Nie potrafię sobie przypomnieć kiedy ostatnio jadłem grochówkę.
Pomysł na tą zapomnianą zupę napadł mnie w sklepie , kiedy zobaczyłem jak ktoś kupuje groch - i wtedy
ten przebłysk - rany - prawie nie pamiętam smaku grochówki.
Trochę byłem przestraszony - skoro nikt nie gotuje ostatnio tej zupy, to może wymaga ona jakichś specjalnych czarów w kuchni.

No i proszę o to moja "wyczarowana" grochówka .

Najpierw przeczytałem kilka przepisów , a potem i tak zrobiłem po swojemu :)

Groch - zważyło mi się 65 dag
NIe było kości wędzonych to kupiłem porcję żeberek
Boczek (surowy,wędzony )
Kawałek kiełbasy ( ok. 20 dag )
2 średnie cebule
0.5 dużego selera
2 średnie marchewki
majeranek 1-2 duże łyżki
Sól, pieprz do smaku.

Przepłukałem groch kilka razy i zostawiłem do namoczenia do dnia następnego- uwaga !! rośnie jak inne strączkowe w garnku - weź odpowiednio większy garnek.
Przed gotowaniem znowu przepłukałem go ze 2 razy , bo ciągle pojawiały się bąbelki na powierzchni wody
Wlałem około 4 litry wody , dodałem umyty groch, boczek , kiełbasę, żeberka i warzywa.
Gotowałem jakieś 1,5 godziny ( to mój pierwszy raz - nie wiedziałem ile trzeba )
Następnie wyjąłem mięsa z garnka , pokroiłem je w kostkę , dodałem skrojoną w kostkę cebulę i wszystko podsmażyłem na patelni do zrumienienia.
Blenderem zmiksowałem zawartość garnka - powstała gęsta grochówkowa masa. Wrzuciłem mięsa i gotowe - tak mi się zdawało !!!!!

Rany , nie dodałem przypraw - ale obsuwa !!!
Na szczęście dodanie przypraw na końcu w niczym nie umniejszyło smaku grochówki : )))
Baaaaardzoooo smaczna , baardzo.

                                                                           .


Warto było wrócić do tego zapomnianego dania , oj                                                                                               warto. POLECAM grochówkę.

Aha i uważajcie z blenderem - ufajdałem pół kuchni.



poniedziałek, 7 stycznia 2013

NA ZAKWASIE A UDAŁ SIĘ :)

























Ogólnie mogę powiedzieć, że przepis zainspirowany jest przez stronkę : http://pracowniawypiekow.blogspot.com/2010/09/chleb-orkiszowo-pszenny-na-zakwasie.html ,
aczkolwiek zmieniony i urozmaicony.
Zakwas wyhodowany również wg. zaleceń pracowni wypieków : http://pracowniawypiekow.blogspot.com/2009/02/zakwas-zytni-krok-po-kroku.html

Przepis na 3 chleby ( akurat tyle keksówek mieści się w moim piekarniku elektrycznym zresztą )

Zaczyn (sobota godz. 19:00 ) :
200 g zakwasu żytniego
400 g mąki orkiszowej z pełnego przemiału
400 g wody
Wszystkie składniki wymieszałem i pozostawiłem na ok. 12 godzin.









Ciasto właściwe (niedziela godz. 9:00 - dobrze się spało;) )

do zaczynu wsypałem

  •  1 kg mąki pszennej ( tym razem tortowa typ 450-taka wpadła w łapy )
  • potem sól 2 płaskie łyżki
  • cukier 1 płaska łyżka ( no dobra skłamałem, dałem 2 )
  • olej , ot tak chlusnąłem ( co dziwne do tej pory nie wiem po co olej w chlebie, może ktoś wie ? 
  • 100 g słonecznika
  • 100 g dyni
  • 100 g siemienia lnianego
  • 700 ml wody ( tak około , najpierw dodałem 550 , ale ciasto wydawało się gęste i trudno je było wyrabiać , więc dolałem trochę wody - no własnie - trochę tzn. nie wiem dokładnie ile )
i zostawiłem do wyrośnięcia, teraz czekam.

Niedziela godz. 11:30 - rośnie :) znaczy zakwas dobry, udał się.








Niedziela godz.13:15, wyrosło
 Pora wyrobić ciasto drugi raz( dodałem mąki ok 20 dag )
i do foremek. po wierzchu posypane mąką.
Jak się dobrze przyjrzeć to osoba zauważy , że papier już był wcześniej używany - oszczędność przede wszystkim.


 Ponieważ chlebki nie chciały wyrastać w temperaturze "pokojowej"( a mamy godz. 14:30 ) , wstawiłem je do piekarnika, nastawiłem temp.ok.40 stopni i to pomogło.

 Koło 16:30 były wyrośnięte , a że były w piekarniku wystarczyło podkręcić temperaturę do 250 stopni.




Jak już piekarnik osiągnie te 250 stopni to zmniejszam temperaturę do 190 stopni i ustawiłem zegar=budzik na 50 minut.

Tym razem to w zupełności wystarczyło.
Głuchy odgłos przy ostukiwaniu chlebków.
Chrupiąca, niezbyt twarda skórka=doskonała, nie rani dziąseł=doskonale wypieczona.
 Jędrny, sprężysty, o idealnej konsystencji miąższ.Czy ja powiedziałem miąższ ? Fuj.
Idealna konsystencja tego czegoś w środku= nie klei się, nie kruszy, to jest niebo chlebowe. Lubię niebo chlebowe. Jak na razie to chyba mój ulubiony chleb. Jeśli gdzieś napisałem coś innego to dementuję tamte brednie.
 sami popatrzcie !!!!!


Kurna , znowu zjadłem za dużo. Ale się nie da inaczej. Jak skosztujesz chleba na zakwasie ( żeby nie było-chleb nie jest kwaśny ) to nie wiesz kiedy skończyć jeść.

OSTRZEGAM !! NIE PRÓBUJCIE TEGO PRZEPISU JAK JESTEŚCIE NA DIECIE. KURDE, PRZECIEŻ SAM JESTEM NA DIECIE, CO JEST ? DIETĘ SZLAG TRAFIŁ.

POLECAM, TO OCALI WAM ŻYCIE , ALE DODA KILOGRAMÓW, SORRY :(






sobota, 5 stycznia 2013

Świąteczny chleb


WITOJCIE  PO DŁUGIEJ NIEOBECNOŚCI !!

No co ?

Co było  najważniesze na Święta ? WYPIEKI !!!!!!!!!!!

i TO NIEKONIECZNIE CIASTA.

Podoba się chlebek ? Wiem, podoba. Zdjęcie nie za bardzo , ale ogólnie przepięknisty jest i przesmacznisty.

A so najgorsze nie sa barco jezdem w stanie podac napis/przezpis na ten chlep. Nie szartuje. gosina jusz dośc póśna i impreska sie zaczela, a ja mam bloga pisac.

A co mi tam.  Było tak :

  • 0,8 kg mąki pszennej typ 650
  • 0,5 kg mąki orkiszowej
  • 0,2 kg mąki razowej żytniej
  • 1,2 litra wody
  • 200 g siemienia lnianego
  • 200 g słonecznika (łuskanego jakby kto pierwszy raz),
  • 100 g nasion dyni ( łuskanych - dla pierwszaków )
  • 150 g rodzynek i tutaj mamy ten świąteczny akcent !! Jupilaaaa !
  • sol - 2 łyżki
  • cukier - 2 łyżki
  • olej - 2-4 łyżki - chlusnąłem tak sporo
  • drożdże - na OKO 30 gram
Najpierw  powoli jak żółw ociężale ruszyliśmy dupsko z tapczana ospale.
Mąkę wyjąłem z magicznej szafeczki i inne składniki, na końcu rodzyneczki.
Zacząłem jak zwykle ważyc te składniki, pewności nie mając czy spamiętam one.
Spisawszy przeto każdy po kolei, zacząłem mieszac składniki wymienione, bacząc by
Nie kleił się za bardzo, nasz twór bez imienia, ni to do ręki, brzucha, czy ramienia.

Dobra nie dam rady wierszem do końca roku tego napisac. Śpicie już ? NIe ? to jedziemy.

Zanim zaczniemy (za)mieszanie , rozrabiamy drożdże w pół szklanki ciepłej wody,
dodajemy łyżkę cukru i łyżkę mąki . Po ok 15 minutach zaczyn zaczyna "wychodzic " ze szklanki - wtedy zaczynamy zabawę na dobre.

Zwykle daję proporcje zasadnicze takie  :
  • 1,5 kg mąki ( licząc wszystkie rodzaję mąk razem )
  • 1 litr wody ( tutaj dałem 1,20 litra bo ciasto wydawało się za gęste, albo wzrok mi zgęstniał )
  • 30 dag drożdży
Dzisiaj jednak było trochę inaczej - wymieszałem wszystkie mąki , resztę składników i wlałem 0,8 litra wody , bo chciałem zrobic tekie ciasto , żeby nie kleiło się do ręki ( czyli inne niż zwykle ), ale bez dostatecznej ilości wody wyrabianie ciasta wymagało siły której nie miałem akurat w posiadaniu i zacząłem na bieżąco dolewać wody w ilości bliżej nieokreślonej , hi, hi, lałem do momentu aż mogłem na spokojnie wyrobic ciasto bez konieczności wyzionięcia ducha.

Po wymieszaniu wszystkiego i uzyskaniu konsystencji ciasta, która nie sprawiała trudności w wyrabianiu - pozostawiłem ciasto do wyrośnięcia ( ok 1 godz 10 minut ). Następnie wyrobiłem ciasto ponownie , dodając mąki tak aby, jak najmniej ciasto kleiło się do rąk ( jednak bez przesady - czyli ok. 200 g mąki mi wyszło dodatkowo ) . Wtedy łatwiej było ciasto podzielic na 3 foremki ( tyle mi wchodzi do piekarnika na raz.)


No i co ?
Jak już wyrosły chleby w foremkach to ciach do piekarnika nagrzanego do 250 stopni, potem 10 minut i zmniejszamy temp. do 190 stopni i wtedy jeszcze 40-50 minut. Potem wyjmuję z foremek sprawdzam czy dobrze wypieczone, jak nie, to wkłądam do piekarnika bez foremek jeszcze na 10 minut , aż wydają piękny dźwięk przy ostukiwaniu.



zapraszam do pieczenia !!

piątek, 20 lipca 2012

Chleb z pszenicy płaskurki i mąki żytniej ( z licznymi dodatkami )

Witam.
Zapraszam na przepis odjechanego chleba z mąki pszenicy płaskurki i mąki żytniej ( żurkowej ).
Jak to zwykle u mnie bywa, nie umiem utrzymać się w ryzach przepisów , nawet swoich własnych, a w miarę rozwoju sytuacji ułańska fantazja wsadza mnie na konia szaleństwa i wrzucam do chleba co mi w rękę wpadnie.
Dla tych co nie znają podaję informacje na temt pszenicy płaskurki :
http://biokurier.pl/component/content/article/39-artykuy-gowna/417-plaskurka-ekologiczna-zboze-pelne-zalet .

Tym razem poleciały nawet daktyle, rany,  nie wiem co to będzie, nie wiem.

Skład :
1 kg     mąki z pszenicy płaskurki
0,5 kg  mąki żytniej żurkowej
1 litr wody
0,1 kg otręby pszenne
0,1 kg  ziaren słonecznika
0,1 kg  siemienia lnianego
garść daktyli ( kiedyś narzekałem na "garść" bo garść garści nierówna, a niech tam będzie 5 dag )
garść suszonych  pomidorów tzn. ok 5-6 sztuk.
2 łyżeczki nasion czarnuszki
2 łyżki stołowe soli
1 łyżka stołowa cukru
3 łyżki oleju
NIE ZA DUŻO TEGO ?

A było tak : Dawno nic nie upiekłem , chociaż obiecałem sobie piec raz w tygodniu na weekend. No to w końcu jak brakło kiedyś chleba to nie miałem wyjścia jak zabrać się do roboty.
Umyśliłe sobie chleb z płaskurki , tak ogólnie. No ale jak zacząłem przeglądać szufladę to się zaczeło ,

  • z samej płaskurki nie przystoi - dodajmy mąki żytniej - i poleciała żytnia do kotła
  • Ooooo ! zostały jeszcze suszone pomidory z ostatniego razu , poleciały pomidory do moczenia.
  • Bez słonecznika i siemienia nie robię ostatnio chlebów, to poleciały po kolei.
  • Potem znalazłem resztkę czarnuszki
  • A co tu robi te kilka daktyli ? I do czego one mogą się wogóle przydać ? Czy będą pasować do chleba ? Eeee może nieeee . A tam , co mi zależy zobaczymy ;)
  • A co by tu jeszcze zdrowego ........, nooooo otręby są no to siup.
No i mamy początek
Pomidory suszone wsadziłem do wody do namoczenia , drożdże rozrobiłem ze 100 ml wody, dodałem łyżkę mąki pszennej i łyżkę cukru i pozostawiłem  na 10-15 minut.
Resztę składników wymieszałem w misce , wlałem wodę i wyrabiałem ciasto - nazwijmy to : "przez jakiś czas" bo nie spojrzałem na zegarek :)
Ciasto zostawiłem do wyrośnięcia na godzinę.
Po tej godzinie właśnie spojrzałem na zegarek .......... no właśnie Rany , 23:00 , przecież zanim mi ciasto wyrosnie w foremkach, zanim się upiecze to będzie 1:00  . 
Oooooo nieeeeeee ! aż tak głodny nie jestem. Co tu zrobić  z tym chlebem ?
Jedyne wyjście  - to upiec rano. Nie myśląc długo wrzuciłem  ciasto do lodówki , żeby w nocy nie wyskoczyło mi z miski na kuchnię.

Rano natomiast zwinąłem się do pracy a poprosiłem żonę żeby dokończyła :)) sprytne nie ?
Pokroiła pomidory , wyrobiła ciasto i włożyła do foremek.
Po wyrośnięciu - do piekarnika nagrzanego do 250 stopni na 10 minut , a później po obniżeniu temp. do 190 stopni , pieczemy jeszcze godzinę, no i proszę !!!!!
CHLEB JEST PYSZNY !! TO ZACZYNA JUŻ BYĆ NUDNE :)))) SAME PYSZNE CHLEBY MI WYCHODZĄ.
NA RAZIE NIE NATRAFIŁEM W TYM PIERWSZYM NA DAKTYLA, WIĘC NA RAZIE NIE WIEM JAK TO SMAKUJE. DOPISZĘ JAK NATRAFIĘ NA TĄ ANOMALIĘ.



piątek, 29 czerwca 2012

Królik po marokańsku :)) Mięso bez cholesterolu !!

Dlaczego królik ? Oprócz niezaprzeczalnych walorów smakowych , są i zdrowotne !!
Mięso królika jest mięsem o najmniejszej zawarości cholesterolu  z wszystkich mięs , wręcz znikomej, żeby nie pokusić się o stwierdzenie : bez cholesterolu , ale wtedy od razu odezwą się protesty, że najmniej to nie jest NIC.
Proszę - tu znajdziesz tabelkę dla porównania : ( skopiowana ze strony:
 http://lunak-kroliki.w.interia.pl/walorymiesa.html )

Tabela nr 3

Zawartość cholesterolu w różnych produktach spożywczych.

  Rodzaje prodoktów  
  Zawartość cholesterolu
w 100g
Jaja kurze (żółtko)
650-750 mg
Słonina
110-145 mg
Mięso kurze
  78-  98 mg
Cielęcina
  40-  50 mg
Wołowina
  45-  60 mg
Mięso królicze
  35-  40 mg
Tłuszcz drobiowy
  72-  76 mg
Tłuszcz króliczy
  35-  38 mg


Przepis zaczerpnięty od Ani :
 http://kulinarne-rozkosze.blogspot.com/2012/02/powiew-orientu-czyli-krolik-po.html , która jak twierdzi znalazła go w Kuchniach świata.

Podobnie jak ona za pierwszym razem, niestety nie miałem wszystkich potrzebnych przypraw , ponieważ najpierw pojawił się królik, a potem jak piorun koncepcja , dlaczego ma znowu być jak zwykle ?
No to mówię, trzeba zrobić jakiś maksymalnie odjechany obiadek - i przypomniało mi się o króliku po marokańsku - no to rzuciłem się do gotowania jak "szczerbaty na suchary" - No i co ? Nic nowego - mała kiszka - nie ma wszystkich przypraw - normalka - trzeba improwizować.

Składniki :

  • bez królika się nie obejdzie chyba , no to królik raz
  • Cebula , hm , ja wziąłem ze 4-5 niewielkich
  • czosnek 4-6 ząbków
  • 1 łyżeczka mielonej papryki
  • 1/2 łyżeczki mielonej kurkumy
  • duża szczypta mielonego kminu
  • 2 łyżki masła
  • 50 g rodzynek
  • sól
  • czarny pieprz ( ja dodałem jeszcze w przypływie fantazji trochę zielonego pieprzu, a co )
  • prażone płatki migdałowe
  • olej do podsmażenia królika.

Czego zabrakło do oryginalnego przepisu ?

  • szczypta szafranu ( rany ile to kosztuje - z 10-15 zł ) , tzn 1 kg ok 22-30 tysięcy zł. nieźle co ?
  • 1 łyżeczka garam masala ( niestety nie miałem , jak i szafranu )  i w przypływie rozpaczy dosypałem trochę curry, ja wiem , może 1 łyżeczkę.
  • 1 łyżka posiekanych listków kolendry ( nigdy nie używałem - to nie wiem co straciłem )
No to do roboty.
Zrobiłem trochę inaczej niż Ania.
Marynata
Z oleju , papryki, kurkumy , kminu, czosnku , soli i pieprzu zrobiłem marynatę. 
Przepis : 
Królika podzielonego na części ( łatwiej go upchać w garnku :) natarłem
marynatą i wstawiłem na 1 dzień do lodówki.

Potem ( w sensie , że dzień później ) opiekłem go wstępnie na patelni z olejem ( bardzo denerwujący i wyczerpujący moment, królik był z tych dużych i prawie każdą część musiałem osobno podsmażać , bo się nie mieściły po kilka na patelni, uffff , odstałem swoje przy piecu, nio dobra - kuchence jak kto woli ).

 W międzyczasie obrałem cebulę, część pokroiłem w piórka ( do podłożenia pod królika ) , a część starłem na tarce do ziemniaków do obłożenia go z wierzchu.
No to tak sprawionego , podsmażonego królika wkładamy do ..... co tam mamy ? Ja włożyłem do "gęsiarki" a i tak go ledwo zmieściłem. Na spód dałem cebulę pokrojoną w piórka, potem królik , na wierzch dałem cebulę utartą na tarce.Podlałem królika bulionem ( tak se pomyślałem , że na bulionie lepszy sosik później wyjdzie niż na samej wodzie ), i dusiłem pod przykryciem 90 minut. Po 45 minutach
poobracałem wszystkie częsci królika, dając im równe "szanse" 
 "dojścia" do miękkości. Następnie wyjąłem go na blachę ,                                                       posmarowałem masłem i włożyłem na 15 minut do piekarnika
nagrzanego do 200 stopni, żeby się jeszcze zrumienił ździebko.
W tym czasie uprażyłem płatki migdałowe, wsypałem rodzynki i przyprawę curry (  nie miałem przyprawy garam masala ) do gęsiarki z bulionem po króliku i odparowałem nadmiar wody , powstał sosik cebulowo-rodzynkowy ? brzmi dziwnie, ale smakował wybornie !!.

 No to jak wszystko gotwe , to na talerze !! 

Królik po marokańsku, ziemniaczki z wody (po polsku ?)  i sałata z dodatkami !
O ! Niebiańska rozkoszy smaku , dlaczego tak krótko trwałaś ? Królik , po prostu znikł , wyparował ?
Pierwszy raz smakował najmłodszemu członkowi rodziny - niesamowite !! Naprawdę.



A całość została uwieńczona kieliszkiem wina
z dzikiej róży !